piątek, 26 kwietnia 2013

Twenty One.


Czy właśnie prawie uprawiałam seks z Justinem Bieberem?
Mam wrażenie, że tak i nie wiem co teraz ze sobą zrobić.
Może powinnam pójść w ślady Blair Waldorf z Plotkary, gdy straciła dziewictwo z Chuckiem - odwiedzić księdza w okolicznym kościele i się wyspowiadać.
Dłużej nad tym myśląc stwierdziłam, że by nie wyszło, ponieważ moi rodzice znali wszystkich w kościele i jeśli dowiedzieliby się co zrobiłam z Justinem miałabym mocno przerąbane. Zapomnijcie o szlabanie, jeśli by się dowiedzieli zostałabym odcięta od świata i zamknięta jak zwierzę.
Może mogłabym powiedzieć Carly...
Ha, jasne. Pewnie by się posikała i dostała ataku serca, a ostatnim czego potrzebowałam było więzienie jej do szpitala i tłumaczenie dlaczego w ogóle zemdlała.
Zgaduję, że najbezpieczniejszym wyjściem było siedzenie cicho i próbowanie udźwignięcia tego najspokojniej jak się dało.
Na razie nie wychodziło mi to za bardzo.
Może jeśli wylałabym na siebie trochę wody święconej, pozbyłabym się tego wszystkiego.
Oglądam za dużo telewizji.
Delikatnie uderzenia opon o kamienie na drodze przywróciły mnie do rzeczywistości, w której siedziałam w samochodzie Justina ze ściśniętymi nogami i dłońmi na udach.
Justin trzymał oczy na drodze, koncentrując się na niej i kołysząc do swojej własnej melodii.
Jak ten gnojek może być tak spokojny?
Podczas gdy ja miałam, prawie że załamanie psychiczne, on zachowywał się jakby nic się między nami nie wydarzyło.
Faceci. Zadrwiłam. Nigdy ich nie zrozumiesz. Nawet jeśli byś chciała.
- Co z tobą nie tak? - Głos chłopaka wyrwał mnie z rozmyślań. Odwróciłam głowę w jego stronę.
Naprawdę mnie teraz o to pyta? Jak głupi może być?
- Nic. - Mruknęłam.
Justin zaśmiał się bez cienia rozbawienia.
- To oczywiste, że o coś chodzi, więc czy możemy skończyć to pieprzenie i przejść do sedna? - Oderwał oczy od drogi i przeniósł je na mnie. Jego spojrzenie sprawiło, że zaczęłam się wiercić na siedzeniu, podobnie jak za pierwszym razem, gdy tu siedziałam.
- Tylko myślę o różnych rzeczach. - Wzruszyłam ramionami, spoglądając w okno. Wiem, że odpowiedziałam wymijająco, ale naprawdę nie chciałam poruszać tematu zżerającego mnie od środka. Jeśli bym to zrobiła, wszystko między nami stałoby się niezręczne, a nie chciałam, żeby się do mnie nie odzywał.
Jednak myśląc dłużej, może to nie byłoby aż takie złe...
- Na przykład? - Skupił się z powrotem na drodze. Przytrzymując kierownicę lewym kolanem, włożył rękę do kieszeni swojej skórzanej kurtki, po czym wyciągnął z niej papierosa i zapalniczkę. Zapalając go, włożył między usta, a następnie odsunął kolano i położył na jego miejscu dłoń.
Zaciągając się, otworzył okno i wypuścił przez nie dym.
- Nie wiem. - Wymamrotałam. - Po prostu... O wszystkim. Tak sądzę. - Wzruszyłam ramionami.
Justin podniósł brew, patrząc na mnie przez sekundę.
- Tak sądzisz? - Potrząsnął głową. - Powinnaś wiedzieć o czym myślisz. - Ponownie się zaciągnął i wypuścił idealne kółko z dymu.
Przygryzłam wargę i moment po tym, gdy to zrobiłam, wydałam z siebie sfrustrowany jęk, przypominając sobie, że po tym zrobiliśmy co zrobiliśmy w magazynie.
- Serio, Kelsey? - Gwałtownie skręcił i się zatrzymał. - Co z tobą nie tak? - Całkowicie się odwrócił, wiercąc wzrokiem dziurę w moim profilu.

Justin's POV

Ta dziewczyna mnie zabije.
Jest tak kurewsko myląca.
W jednej chwili mnie wyzywa, później jest zabawna, następnie cicha i nieśmiała, po czym się wścieka i zanim się orientuję, obściskujemy się.
Czy właśnie to robią dziewczyny? To część ich życia? Bo jeśli tak, to nie chcę brać w niej udziału.
Po tym, co stało się w magazynie - co przyznaję było najgorętsze, zważając na to, że nie miałem pojęcia, że ma w sobie coś takiego.
To znaczy, była cholernie seksowna i zajebiście się całowała, ale nie myślałem, że zajdziemy tak daleko.
Cóż, aż do chwili kiedy ona tego chciała.
Tym razem to nie ja decydowałem. To była ona.
Zazwyczaj taka pierdoła by mnie zdenerwowała (podobnie jak każdego innego faceta), ale w tej jednej sytuacji odebrałem to jako kurewsko seksowne.
Zwłaszcza, że Kelsey nie jest jak inne dziewczyny.
Tak czy inaczej, on tamtego momentu była cicha, a ta suka jest wszystkim oprócz ciszy. Nawet, kiedy zabrałem ją z imprezy, nie potrafiła się zamknąć.
Przyłapaniem się na zerkaniu na nią i podziwiającego od stóp do głów. Jej włosy były rozczochrane, bluzka pognieciona, ale wyglądała... Dobrze.
Kiedy skończyłem na nią patrzeć, zauważyłem, że jest trochę zamyślona, ale nie przykuwałem do tego zbyt wielkiej uwagi, do chwili w której wydała z siebie dźwięk brzmiący jak kpina.
Spytałem o co chodzi, na co odpowiedziała, że nic takiego i tylko myślała o wszystkim.
Zazwyczaj miałem w dupie co myślą dziewczyny tak długo, jak dostawałem co chciałem - szybki numerek, czasem kilka razy - ale było w niej coś, co zawsze mnie ciekawiło.
Nie mogłem dłużej wytrzymać. To doprowadzało mnie do szaleństwa.
- Serio, Kelsey? - Gwałtownie skręciłem i zatrzymałem samochód. - Co z tobą nie tak? - Odwróciłem się, wpatrując w jej profil, czekając aż też na mnie popatrzy.
- Nic. - Wzruszyła ramionami.
Zakpiłem.
- Naprawdę? Znowu będziemy przez to przechodzić? - Zwalczyłem chęć wywrócenia oczami.
- Przez co? - Warknęła, patrząc na mnie.
- To! - Odrobinę podniosłem głos. - Próbowanie ominięcia wszystkiego, co cię męczy. Nienawidzę tego.
- Dlaczego nie możesz po prostu odpuścić? - Syknęła przez zaciśnięte zęby.
- Nie mogę.
- Dlaczego? - Spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
- Bo wiem, że coś cię męczy, ale jesteś upartą suką i nie chcesz mi powiedzieć o co chodzi.
- Znowu będziemy przez to przechodzić? - Powtórzyła moje słowa, mrużąc oczy.
- Przechodzić przez co? - Zadrwiłem.
- Wyzywanie. - Skrzyżowała ręce na piersi.
- Może gdybyś chociaż raz zachowała się jak normalna dziewczyna, nie miałbym ochoty żeby się zwymyślać. - Położyłem nacisk na ostatnie słowo, głęboko oddychając.
Wściekała się o nic.
Potrząsnęła głową.
- Wiesz co? - Warknęła.
- Co?
- Nie mam na to czasu. - Odpinając pas, wyswobodziła się z niego i otworzyła drzwi.
- Co ty wyprawiasz?!
- Idę jak najdalej od ciebie. - Wyszła z samochodu, po czym trzasnęła drzwiami.
To suka.
Jęcząc, wyciągnąłem kluczyki ze stacyjki i wyszedłem, zatrzaskując za sobą drzwi jak ona sekundę temu.
- Gdzie masz zamiar iść?
- Gdziekolwiek, byle daleko od ciebie. - Odkrzyknęła, po czym ruszyła przez ulicę.
Ruszyłem za nią.
- Co do cholery jest z tobą nie tak?
Zatrzymała się.
- Ze mną? - Odwróciła się, a jej włosy wzniosły się w powietrze i uderzyły ją w twarz.
- Tak, z tobą. - Syknąłem.
Sztucznie się zaśmiała.
- Wydaje mi się, że pytanie brzmi: co jest nie tak z tobą, kolego.
Zaśmiałem się.
- Ze mną wszystko idealnie. Nigdy nie było lepiej.
- Ugh! - Uderzyła stopą w podłogę. - Czy możesz chociaż na chwilę przestać brać wszystko za żart?
- Kto powiedział, że uważam to za żart? Zachowałaś się jak największa suka na świecie, chciałem tylko rozluźnić atmosferę, zanim się z nią stopisz.
- Jesteś niemożliwy, wiesz? - Krzyknęła sfrustrowana.
Łobuzersko się uśmiechnąłem.
- Wiem, słyszałem to już. - Posłałem jej uwodzicielskie spojrzenie.
Skrzywiła się.
- Obrzydzasz mnie, Bieber.
- Och, czyżby? W takim razie dlaczego próbowałaś się ze mną pieprzyć w magazynie, skarbie? - Złośliwie się uśmiechnąłem.
Musiałem przyznać, że doprowadzanie jej do szaleństwa było moją ulubioną częścią dnia.
Stała tam z szybko poruszającą się klatką piersiową, a złość wręcz z niej buchała, wzniecając wokół płomienie (nie dosłownie, ale wiecie o co chodzi).
- Nie mów tak do mnie.
- Dlaczego nie?
- Bo nie jestem twoim 'skarbem' i nigdy nim nie będę. - Warknęła.
- Ha, to zabawne, zważając na to, że praktycznie pieprzyliśmy się w magazynie...
- Możesz przestać do tego wracać? - Krzyknęła.
- Czemu? Nie możesz zaakceptować prawdy? - Podniosłem brwi.
- Jakiej prawdy? - Spojrzała na mnie jakbym miał pięć głów.
 -O tym, co zrobiliśmy. - Stwierdziłem.
- Gdy ostatni raz sprawdzałam, nie zrobiliśmy nic. - Syknęła.
- Och? Więc twoje oddawanie się mnie było niczym? - Długo na nią patrzyłem. Nie miała nic do powiedzenia. - Dokładnie. Czy możemy już skończyć to przedstawienie i wrócić do auta? Umieram z głodu.
- Cóż, to dla ciebie beznadziejne, nieprawdaż? Bo nigdzie z tobą nie idę.
- Co do kurwy nędzy ma znaczyć, że nigdzie ze mną nie jedziesz? Gdzie indziej mogłabyś pójść? - Wyrzuciłem ręce w powietrze.
- Gdzieś, gdzie cię nie ma. - Spojrzała na mnie po raz ostatni, po czym zaczęła odchodzić.
Patrzyłem jak szła w kierunku lasu. Jęknąłem w duchu. Zaraz zostanie zabita.
Westchnąłem.
- Czekaj!
- Co?! - Krzyknęła z twarzą czerwoną ze złości.
- Nie odchodź. - Wymamrotałem.
Zmarszczyła brwi.
- Co?
- Powiedziałem, żebyś nie odchodziła.
Jej maska opadła.
- Czemu nie?
Przygryzłem wargę, drapiąc się po karku.
- Nie wiem... - Mruknąłem, odwracając wzrok.
Zadrwiła z tego.
- Widzisz? Właśnie o to mi chodzi! - Wyrzuciła ręce w górę jak ja poprzednio.
Patrzyłem na nią, zastanawiając się o co tym razem chodzi.
- W jednej chwili zachowujesz się jak pierdolony gnojek, a w następnej jesteś... Miły. - Potrząsnęła głową. - Nie rozumiem cię.
- Co tu jest do rozumienia?
- Dużo.
Wypuściłem głęboki oddech.
- Po prostu tu wróć, żebyśmy mogli pójść coś zjeść. Okej?
- Nie. - Odpowiedziała prawie natychmiast.
Wystarczy. Za dużo tego.
- Świetnie. Chcesz tu zostać? Proszę bardzo. Nie zatrzymuję cię. Ten jeden raz chciałem zrobić coś odpowiedniego i ponownie uratować twoją dupę, ale jeśli chcesz iść sama przez las i zostać zabita, to tak zrób. - Zacząłem się cofać. – Skończyłem. - Odwracając się, skierowałem się w stronę samochodu, kiedy usłyszałem za sobą cichy pomruk.
Po kilku sekundach ciszę przerwał głos Kelsey.
- Czego ode mnie chcesz?
Zatrzymałem się, ale nie postanowiłem nie odwracać, czekając aż będzie kontynuowała.
- Czego chcesz, Justin? - Desperacja była słyszalna w jej głosie.
Odwróciłem się.
- O czym ty mówisz?
- Cholernie dobrze wiesz o czym mówię. - Zaczęła do mnie podchodzić. - W jednej sekundzie chcesz mnie zabić, potem mnie ratujesz, kłócimy się, wyzywasz mnie, po czym zachowujesz się, jakby nic się nie stało, przepraszasz i koło się zatacza. A teraz chcesz, żebym z tobą poszła po tym, co się wydarzyło? - Potrząsnęła głową. - Nie rozumiem tego. Wydaje mi się, że coś jest z tobą nie tak. Czego ode mnie chcesz? Co cię uszczęśliwi? Huh? - Stała teraz naprzeciw mnie. - Czy chcesz żebym odeszła? Tego pragniesz? Chcesz, żebym zostawiła cię w spokoju?
Patrzyłem na nią z rozszerzonymi źrenicami, przyswajając wszystkie jej słowa. Poczułem, jak coś przewraca mi się w żołądku, gdy spojrzałem jej w oczy.
- Nie. - Szepnąłem.
- Więc czego chcesz? Mam zostać?
Oblizałem usta, nie odrywając od niej wzroku. Po kilku sekundach potrząsnąłem głową.
- Nie.
Zmienił jej się wyraz twarzy.
- Więc o co chodzi?
Pomimo ścisku w środku, nie mogłem się powstrzymać. Moja głowa mówiła mi jedno - żeby tego nie robić. Żeby pozwolić jej odejść i zapomnieć o wszystkim, co było między nami - ale moje (bez względu jak oklepanie to brzmi) serce kazało mi zostać.
- Chcesz wiedzieć, czego chcę? - Odezwałem się. Wreszcie pozbyłem się dumy i przyjąłem prawdę. Nic nie mówiła, patrząc mi w oczy.
Owinąłem rękę wokół jej talii.
- Chcę ciebie. - Szepnąłem, po czym naparłem na jej wargi.
Na początku próbowała to przerwać, ale z czasem się poddała, chwytając dłonią moją szyję i przyciągając bliżej. Atmosfera wokół robiła się coraz gorętsza. Nasze języki walczyły o dominację, aż w końcu się od niej oderwałem. Nasze klatki piersiowe szybko się poruszały, a oddechy były urywane.
Opierając nasze czoła oblizałem usta, rozkoszując się smakiem. Patrząc jej w oczy przez wieki zorientowałem się, że uścisk w brzuchu zniknął, a moje całe ciało się rozluźniło. Nie mogłem powstrzymać cichego śmiechu.
- Co jest takie zabawne? - Spojrzała na mnie, trzymając mi ręce na ramionach.
Potrząsnąłem głową, patrząc na niebo, po czym znów na nią.
- John miał rację.
Zmarszczyła brwi.
- John?
- Tak, John. To jeden z chłopaków.
Pokiwała głową ze zrozumieniem.
- Co powiedział? - W jej oczach czaiły się iskierki ciekawości.
Uśmiechnąłem się.
- Że cię lubię.
Jej źrenice się rozszerzyły i przygryzła dolną wargę.
- I? - Spojrzała mi w oczy z nadzieją.
Łobuzersko się uśmiechnąłem.
- Miał rację.
_______________________________-
Awwww ;3 ^^ *.* 
To ostatni na dziś ;] Wiem, że rzadko dodaje, ale nie mam czasu więc dodawać bd tylko w weekendy :P Przepraszam za błędy (jeżeli takowe są) w rozdziałach od 17 do 21, ale zasypiam już normalnie.! Więc Branoc ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz